strona główna




2011-07-16 13:23:17

Rok minął...


Nic się nie zmieniło... A jest jeszcze gorzej! Dwie przeprowadzki, ciągłe kłótnie, komornik, długi, długi i jeszcze raz długi.... Mnóstwo straconych nerwów i łez z powodu młodzieńczej głupoty i nie odpowiedzialności męża... Ciężko jest jak cholera, ale nadal jesteśmy razem... Są chwile zawachań czy w ogóle jest jeszcze coś między nami.... Chyba jest skoro dalej trwamy... Mam nadzieję, że to nie tylko dzieci...Ale coś więcej również.
Myślałam o pomocy specjalisty, bo nie daję rady sama ze wszystkim... Nawet nie mam już z kim porozmawiać, dlatego piszę.... Może trochę na chwilę pomoże.... I gdzie Ci przyjaciele?!... Telefon milczy... Tęsknię... A nie ma nikogo... NIKOGO!... Myśli się plączą, problemy narastają... Jeszcze chwila i będzie koniec.... Błogi koniec!....
Tak bardzo pragnę miłości i spokoju... Od lat tego nie miałam! Co takiego zrobiłam, że muszę przez to wszystko przechodzić?... Całe życie starałam się, żeby nie zrobić czegoś źle, bo mogę kogoś zranić... Nie miałam dzieciństwa. Od 9 roku życia musiałam zajmować się młodszym rodzeństwem. Zero wychodzenia, bo kto z dziećmi zostanie.... Zero prywatności, bo kto się dziećmi zajmie... Zero znajomych, bo dzieci są w domu... I chociaż miałam mnóstwo znajomych, byłam duszą towarzystwa to nie mogłam się tym często cieszyć...
Potem?....
Poznałam męża... Uciekłam, przyjechali po mnie... I dziękuję, bo zrobiłam maturę!.... W między czasie zaszłam w ciążę... Uznałam to za dar niebios... I nie dlatego, że miałam mieć dzidziusia, ale mogłam w końcu się wyrwać z domu.... Jak już się wyrwałam to i tak zostałam sama... Mąż mnie olał nie pomagał... Druga ciąża... To samo.... Cały czas sama, sama, sama, sama.... BOŻE! SAMA!!...
Eh... Zrobiło mi się trochę lepiej.... Może i nikt tego nie przeczyta, ale czuję, że się komuś wygadałam... Dziękuję

skomentuj (1)